Wszystkie treści i zdjęcia zamieszczone na tym blogu są tylko i wyłącznie moją własnością. Kopiowanie ich jest zabronione.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opo:one-part. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opo:one-part. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 lutego 2013

OPOWIADANIE: Rodzinny biznes + informacja

Witam.
Wiem, dawno mnie nie było, ale jakoś nie mam czasu na pisanie. Czasami zdarza mi się coś skrobnąć, ale nie jest to proste.
O tym opowiadaniu zapomniałam, i już długi czas leżało i czekało na publikację.

          
Dlatego mam prośbę.
Jeśli ktoś to czyta/ogląda i czeka na kolejne opowiadania lub zdjęcia, bardzo proszę o zostawienie maila lub numeru gg.
Proszę dlatego, że nie jestem w stanie pisać regularnie. Może być tak, że coś pojawi się za tydzień, lub za miesiąc.

Pozdrawiam





           Jak co dzień szła do pracy. Nie spieszyła się. Miała na tyle dużo czasu, że spokojnie mogła sobie pozwolić na spacer, a z drugiej na tyle mało, żeby nie kusiły jej żadne kawiarnie ani sklepy. A pogoda wręcz zachęcała do spacerów. Poranne słońce przyjemnie świeciło, ale nie było jeszcze na tyle mocne, żeby nie dało się wytrzymać.

            Po jakimś kwadransie dotarła do biura firmy. Duży i niski budynek podzielony był na dwie części. Ta po prawej i bardziej wysunięta do przodu była cała przeszklona, a schowana nieco z tyłu lewa pomalowana na niebiesko z trzema wielkimi bramami wjazdowymi. To właśnie tu mieścił się salon i komis z motorami, z przylegającym obok warsztatem. Czym Hania się tu zajmowała? Praktycznie wszystkimi sprawami biurowymi. Od kontaktów z bankami, poprzez pilnowanie, by pracownicy na czas dostali wypłatę, kończąc na parzeniu kawy szefowi. A ten był wysokim i nieco grubawym facetem po 50. Jego ojciec zaszczepił w nim miłość do motorów i pewnie gdyby został w swojej ojczyźnie, przejąłby po nim interes. Ale życie tak się potoczyło, że przyjechał do Polski na wycieczkę i zakochany w dziewczynie, został tu na stałe. Długo szukał dla siebie jakiegoś zajęcia, aż w końcu postanowił zająć się motorami. I tak powstał ten salon. Początkowo nie było łatwo, ale z czasem nabierał coraz większej renomy i w końcu stał się znany w całym kraju, oraz za jego granicami. Życie prywatne ułożyło mu się równie szczęśliwie jak zawodowe. Wraz ze swoją miłością założył rodzinę i doczekał się trójki dzieci: dwóch synów i córki.

            Wróćmy jednak do Hani. Ranki w ich salonie są z natury dość spokojne, więc gdy tylko przejrzała pocztę elektroniczną, wybrała się na mały obchód po salonie. Często tak robiła, a i sam Paul ją do tego namawiał.

            - Za powodzeniem każdej firmy stoi dobrze wyszkolony i dobrany zespół, który stanowi swoistą rodzinę – powiadał.

            Dlatego też wszyscy pracownicy salonu jak i warsztatu znali się bardzo dobrze. Bardzo często spędzali razem czas nie tylko w pracy, ale też poza nią, o co dbała żona Paula – Anna – organizując w weekendy towarzyskie spotkania.

            Hania należała do tej rodziny od roku. Początkowo ciężko jej było przyzwyczaić się do tak sielskiej atmosfery, ale szybko przekonała się, że Paul jest dobrym szefem nie tylko dlatego, że wprowadza rodzinną atmosferę, ale także dlatego, że potrafi utrzymać dyscyplinę. Dla niej, przyzwyczajonej do pracy w handlu, gdzie każdy pod każdym dołki kopie, była to absolutna nowość. Poza tym dziwiła się, czemu akurat ona dostała tą pracę.

            - Po prostu zobaczyłem w tobie potencjał – odpowiadał pytany o to szef.

            Pierwszy miesiąc, to była tak zwana „ochronka”, ale później wiele razy miała ochotę rzucić tą pracę, gdy Paul był niezadowolony. A on niestety nie potrafi powiedzieć komuś spokojnie, co jest źle, tylko od razu zaczyna krzyczeć. Po prostu podręcznikowy przykład choleryka. Nie liczyła, ile wieczorów przez niego przepłakała, ale w końcu przywykła. Teraz było już dużo lepiej. Już nie była tą cichą i zalęknioną dziewczynką co rok temu. Dzięki pracy tu –a była jedyną kobietą w całym zespole – stałą się pewna siebie i swoich wartości. W końcu musiała nauczyć się radzić sobie w bandą facetów. Bardzo pomocny okazał się w tym Jasiek, młodszy syn szefa, który znalazł ją kiedyś zapłakaną po kolejnej awanturze z jego ojcem i wziął pod swoje skrzydła, wprowadził w życie salonu, a także radził, jak najlepiej postępować z którym facetem. Teraz była już tak wyszkolona, że żaden jej nie podskoczy.

            Można powiedzieć, że salon sprzedaży jeszcze spał, ale za to w warsztacie dużo się działo. Dobrze, że przy budowaniu go Paul pomyślał o tym, żeby ściany i okna były dźwiękoszczelne. Co prawda jemu chodziło o to, żeby pracujące maszyny nie przeszkadzały klientom, ale pomysł okazał się pożyteczny z innego powodu. Paul to choleryk i perfekcjonista. Wszystko musi być idealnie. A gdy nie jest, zaczyna krzyczeć. Tak było i tym razem, gdy tylko Hania przekroczyła próg warsztatu. Pierwsze co doszło do jej uszu, to właśnie jego krzyk. Obiektem złości był – podobnie jak w 90% innych przypadków – najstarszy syn szefa, Paul Junior. Nie przejęła się tym zbytnio. To było całkiem normalne. Junior zawsze robił coś, co nie podobało się Seniorowi (jak określali szefa).
            - Co tym razem jest nie tak? – spytała Hania pojawiając się obok jednego z mechaników.

            - Kierownica jest o centymetr za długa – odparł.

            - Co za problem ją skrócić?

            - Żaden.

            - Aha, ok. – westchnęła.

            To była normalka. Tak wyglądał ich każdy dzień w warsztacie. Z pewnością tam działo się dużo więcej niż w salonie, gdzie wszystko musiało być schludne i czyste.

*

            Każdy dzień był taki sam, jak poprzedni, a jednocześnie zupełnie inny. Jak to możliwe? Po prostu. Niby całe obecne życie Hani toczy się teraz wokół warsztatu i salonu, a jednak zawsze dzieje się coś, co sprawia, że poznaje to miejsce na nowo. Da Hani takim bodźcem był Junior. Tak, spotykali się. Ale czy to była miłość, ciężko powiedzieć. Z jej strony na pewno tak, a z jego…  Z jego strony była to raczej zabawa i zapełnienie sobie wolnego czasu. Oczywiście nigdy tego dziewczynie nie powiedział, ale ona się domyślała. Bolało ją to, ale udawała, że nic się nie dzieje i że jak najbardziej jej to odpowiada. Sama zaś ukrywała swoje emocje i uczucia. I chociaż rodzinę szefa traktowała jak swoją, o tym nie wiedział nikt.

            Jednak wydarzyło się coś, co już na zawsze miało zmienić jej życie. Któregoś dnia okazało się, że… jest w ciąży. Test robiła kilka razy, bo nie potrafiła w to uwierzyć. Była przerażona. Oczywiście kochała to dziecko od chwili, kiedy się o nim dowiedziała, ale z drugiej strony tak bardzo się bała. Wszystkiego i o wszystko. Ona sama została porzucona zaraz po porodzie i wychowywała się w domu dziecka. Nie znała pojęcia miłości rodzicielskiej, nie wiedziała, jak to jest być mamą. Ale pokrzepiała ją myśl, że w końcu nie jest z tym sama. Może i Junior jej nie kochał, ale w końcu był odpowiedzialnym człowiekiem i podejmie się opieki nad dzieckiem. Nic więcej od niego nie oczekiwała…

            Tamtego dnia postanowiła mu powiedzieć o ciąży. Nie chciała jednak robić tego w pracy przy wszystkich, dlatego czekała na koniec dnia. Ale nie przewidziała jednego… Po przerwie obiadowej Paul pojawił się w warsztacie jak zwykle spóźniony, ale tym razem nie sam. I tylko obecność tej wysokiej blondynki o figurze modelki w jakiś sposób powstrzymywała Seniora przez ogromną awanturą. Junior przedstawił ją wszystkim jako Nikolę, swoją dziewczynę. Chłopacy rzucili się na niego z gratulacjami, a Hania stała zaskoczona. Tego się nie spodziewała. Owszem, nie byli parą i nie obiecywali sobie, że układ miedzy nimi obowiązywał będzie zawsze, ale z drugiej strony, poczuła się w jakiś sposób zdradzona i oszukana. I zazdrosna. Bo doskonale zdawała sobie sprawę, że przy takiej dziewczynie jak Nikola – długonogiej, chudej blondynce z bujnym biustem – ona sama jest nikim. Średniego wzrostu, tu i ówdzie zaokrąglona, o mysich włosach dla facetów była niewidzialna. Traktowali ją jak powietrze.

            Nikola oczywiście od razu zaskarbiła sobie sympatię całego zespołu i często bywała w warsztacie. Chłopacy śmiali się z nią, żartowali… Można powiedzieć, że w jakiś sposób Hania poszła w odstawkę. Jedynie Jasiek nie zachwycał się nową znajomą brata.

            - Będzie jak z innymi – wzruszył ramionami, gdy go o to zapytała któregoś dnia – Teraz Junior się nią chwali, a potem mu się znudzi. Jak zawsze.

            Bo faktycznie najstarszy z rodzeństwa nie był stałym w uczuciach.  Dziewczyny zmieniał bardzo często. Żadna nie zagrzała dłużej miejsca u jego boku. No, może poza Hanią, ale ona traktowana była przez wszystkich jak członek rodziny, a nie wybranka serca ich syna i brata.

            Niestety teraz wszystko wskazywało na to, że Nikola zdołała na dłużej usidlić młodego Blacka, bo czas leciał, a oni dalej pokazywali się razem. I w dodatku wszystko wskazywało na to, ze są razem szczęśliwi. Dlatego informację o ciąży Hania postanowiła zachować dla siebie. A żeby nikt inny się o tym nie dowiedział, zdecydowała się wyjechać.

*

            Rzadziej pojawiała się teraz w warsztacie, praktycznie większość czasu spędzając w swoim biurze. Nie, wcale nie miała aż tyle pracy. Po prostu przeszukiwała Internet w poszukiwaniu jakiś ofert pracy. Po jakimś czasie udało jej się coś znaleźć w brytyjskiej stolicy. Miała zacząć za dwa tygodnie. Zastanawiała się, jak załatwić sprawę z mieszkaniem, ale stwierdziła, że na początku zatrzyma się w jakimś niedrogim hoteliku, a na miejscu rozejrzy się za czymś na dłużej.

            I tak następnego dnia pukała już do drzwi biura szefa, w ręce trzymając kartkę z wypowiedzeniem. Nie czuła zdenerwowania, ale mimo to serce waliło jej jak oszalałe. Bądź co bądź, ale miała zostawić firmę i tych bliskich jej ludzi tak z dnia na dzień. Wiedziała, że będzie tęsknić, ale czuła, że to najlepsze wyjście z tej sytuacji. Musiała się odciąć od Juniora i zerwać ten chory układ między nimi.

            - Proszę – usłyszała krzyk Seniora i pewnym krokiem weszła do środka – Cześć Haniu – przywitał ją.

            - Dzień dobry szefie – odpowiedziała dziewczyna.

            - Co cię do mnie sprowadza? Coś nie tak w firmie?

            - Nie, wszystko jest w jak najlepszym porządku. Chodzi o coś innego… - powiedziała i podała mu kartkę papieru.

            Zaskoczony Black zaczął czytać, a z każdą kolejną chwilą, na jego twarzy pojawiało się coraz większe zaskoczenie i niezrozumienie.

            - Czemu? – spytał prosto z mostu, jak to miał w zwyczaju.

            Tego pytania dziewczyna obawiała się najbardziej. Wiedziała, że nie może powiedzieć prawdy, ale z drugiej strony Senior zrobił dla niej tyle dobrego, że był on ostatnią osobą, którą chciałaby okłamać.

            - Dostałam propozycję pracy w Londynie – odparła w końcu – Wchodzą dopiero na rynek, a ja miałabym się zająć marketingiem.

            - Spore wyzwanie….

            - Wiem i właśnie dlatego się zdecydowałam. Tu osiągnęłam już wszystko, a chciałabym się rozwijać.

            Rozmowa trwała jeszcze kilka minut. Paul usilnie starał się dowiedzieć, jaka jest prawdziwa przyczyna wyjazdu Hani, a ona usilnie starała się do tego nie dopuścić. W końcu jednak mężczyzna odpuścił i podpisał dokument.

            - Kiedy chcesz jechać? – spytał.

            - Jak najszybciej. Może uda mi się załatwić bilet jeszcze na dziś.

            - Pożegnasz się z chłopakami?

            - Nie chcę im przeszkadzać w pracy – odparła, choć miała wielką ochotę zostać.

            - W takim wypadku niech ci się wiedzie i bądź szczęśliwa – powiedział Senior wstając i mocno tuląc ją do siebie.

            Chwilę później Hania wyszła i udała się do domu. Przez całą drogę powstrzymywała łzy. Czuła się, jakby opuszczała dom rodzinny, którego tak naprawdę nigdy nie miała. Ale to właśnie może ten fakt sprawił, że traktowała rodzinę Blacków jak swoją. Jednak starała się odegnać od siebie te myśli. Zaczynała nowy rozdział w życiu.

*

            Trzy lata później…

            Jasiek przechadzał się po angielskiej hali wystawowej. Razem z tatą i bratem dostali zaproszenie na międzynarodową wystawę motocykli. Jego tata wraz z bratem zatrzymali się przy jakiś znajomych ze Stanów, a on zwiedzał dalej. Jego nie interesował sam proces tworzenia motocyklu, ale efekt końcowy.

            Właśnie przyglądał się produktom jednej z brytyjskich firm, gdy poczuł, jak ktoś na niego wpada.

            - Przepraszam bardzo – usłyszał damski głos.

           Głos, którego nie słyszał od ponad trzech lat. Szybko spojrzał na jego właścicielkę. Nie zmieniła się prawie nic. Może jedynie była nieco bardziej elegancka. I szczuplejsza.

            - Hania? – spytał z niedowierzaniem, wciąż nie mogąc uwierzyć, że to może być prawda.

            Doskonale pamiętał dzień, w którym ojciec powiedział mu, że chwilowo musi przejąć obowiązki w salonie. Zapytany o Hanię, powiedział jedynie, że złożyła wymówienie i wyjechała z kraju. Jasiek nie mógł w to uwierzyć. Przyjaźnili się, a on nic nie wiedział o jej planach. Czuł, że coś się wydarzyło, ale nie miał pojęcia co. Czy czuł się zdradzony? Owszem, w jakiś sposób tak, ale z drugiej strony dużo bardziej martwił się o dziewczynę, bo znał ją na tyle, że gdyby nie miała żadnego poważnego powodu, nigdy by tego nie zrobiła.

            Od tamtego czasu wiele się w firmie zmieniło. Już nie było tak radośnie, jak wcześniej. Senior też jakby się wyciszył. Nikomu tego nie mówił, ale tęsknił za swoją młodą podopieczną.

            Tymczasem kobieta zatrzymała się w pół kroku, jak rażona piorunem, po czym wolno odwróciła się w kierunku Jaśka.

            - To naprawdę ty! – krzyknął zaskoczony, ale w jego głosie słychać była szczęście.

            Sekundę później porwał ją w ramiona, głośno się śmiejąc. Nie zważał na ludzi, którzy dziwnie im się przyglądali. Miał ich gdzieś. Nie liczyli się dla niego. Dla niego w tym momencie najważniejsza była ona. Osoba, którą uważał za siostrę i za którą tęsknił przez ostatnie lata.

            - Gdzieś ty się podziewała przez ten czas? Czemu tak nagle zniknęłaś? – zasypywał ją pytaniami.

            Zaskoczona Hania nie wiedziała, co robić. W końcu po to wyjechała, żeby nikt jej nie znalazł, żeby mogła zacząć życie na nowo, bez jakiekolwiek Blacka. A jeden z nich właśnie pojawił się w jej nowym i uporządkowanym życiu. W dodatku ten, za którym najbardziej tęskniła i którego najtrudniej było jej w Polsce zostawić. Wiedziała, że teraz sprawy mocno się skomplikują, bo doskonale znała Jaśka i wiedziała, że nie pozwoli on na ponowne zerwanie kontaktu. A nie chciała po raz kolejny uciekać i zaczynać życia na nowo. Po prostu nie miała już na to siły… Dlatego postanowiła powiedzieć mu jedynie część prawdy, a co do reszty nakarmić go kłamstwami. Na pewno nie miała jednak zamiaru mówić mu o swojej córeczce Pauli.

            Niestety życie ma to do siebie, że jeśli bardzo czegoś nie chcemy, właśnie to dostajemy. Tak było i w tym wypadku. Dosłownie sekundę po tym, jak jej przyjaciel sprzed lat postawił ją na podłodze, obok nich rozległ się kolejny krzyk.

            - Mamusia! – a następnie na oko dwuletnia dziewczyna dopadła nogi Hani mocno się przytulając.

            - Wybacz Hannah, ale musze pędzić do szpitala – nagle pojawiła się kolejna osoba i zaczęła mówić do kobiety – Gdzieś pod Londynem był karambol i mają mało lekarzy. Jeszcze raz sorry. Pogadamy później – i już jej nie było.

            A Hania została sama z córeczką i zszokowanym Blackiem. Doskonale zdawała sobie sprawę, że teraz wszystkie jej plany wzięły w łeb. Dlatego nie zastanawiając się dłużej złapała Jaśka za rękę i pociągnęła w jakieś spokoje miejsce, gdzie będą mieli okazję spokojnie porozmawiać. Wybrała kawiarenkę, którą ktoś postawił na hali wystawowej, gdzie zajęła Paulę ciastkiem, a sama zaczęła mu wszystko tłumaczyć. Nie ukrywała już niczego. Opowiedziała wszystko, co trzy lata temu skłoniło ją do wyjazdu z Polski, czyli o jej układzie z Juniorem, nieplanowanej ciąży i postanowieniu rozpoczęcia wszystkiego od nowa. Jasiek okazał się dobrym słuchaczem, nie przerywał jej, pozwalał się wygadać. A ona z każdą chwilą czuła się coraz lepiej. Tak, jakby zrzucała z siebie jakiś ciężar.
           
            - Więc już wiesz, jak to wyglądało… - skończyła swoją opowieść.

            Myślał, że teraz zasypie ją gradem pytań i pretensji, ale on po prostu mocno ją do siebie przytulił.

            - Już nie jesteś z tym sama… - powiedział.

            Nie, nie miał żadnych pretensji typu „czemu nic wcześniej nie powiedziałaś”. Zrozumiał.

            Wieczorem odwiedził ją w mieszkaniu. Razem z nim przyszedł Senior i Junior. W tym jednym względzie Jasiek był nieubłagany. Musiała powiedzieć reszcie. Oczywiście opierała się, ale on też był uparty. W końcu po wielu słownych przepychankach, powiedziałam im prawdę.

            - Nic nas nie łączyło – odparła zapytana przez Juniora, czemu mu od razu nie powiedziała – Ty byłeś szczęśliwy z Nikolą, więc ani ja ani dziecko nie byliśmy ci do niczego potrzebni…

            Rozmawiali jeszcze długo, praktycznie do rana. I chociaż wszyscy następnego dnia mieli swoje obowiązki, zupełnie o tym nie myśleli. Zachowywali się tak, jakby chcieli te wszystkie lata rozłąki nadrobić w jedną noc. Junior bardzo chciał zobaczyć swoją córkę, nawet jeśli akurat spała. Zaskoczyło go i Seniora, że mała ma na imię Paula, ale i cieszyło.

*

            Jakiś czas później Hania wraz z Paulą wróciły do Polski. Blackowie przyjęli je bardzo ciepło. Hania mogła wrócić na swoje wcześniejsze stanowisko w firmie, a żona Seniora zaproponowała, że bardzo chętnie podejmie się opieki nad wnuczką. Junior bardzo odpowiedzialnie podszedł do swoich ojcowskich obowiązków i cieszył się każdą chwilą spędzaną z córką. Razem z Hanią postanowili bowiem, że będzie on mógł aktywnie uczestniczyć w wychowywaniu Małej, choć postanowili każde z nich iść w swoją stronę. Byli przyjaciółmi, ale to wszystko. Łączyła ich jedynie mała Paula. Ale pomimo tego, wszyscy byli jak jedna wielka rodzina.

poniedziałek, 10 grudnia 2012

OPOWIADANIE: 5 lat




Niewielki kościół na obrzeżach miasta. Przez otwarte drzwi wejściowe do środka wpadają promienie zachodzącego słońca. Idealna sceneria dla ślubu.

Ale czy był to idealny ślub? Dla zebranych w kościele gości i pana młodego z pewnością tak. A panna młoda?

Panna młoda przez cały czas walczyła ze łzami. I nie były to łzy szczęścia… Raczej żalu, smutku i straconych nadziei…

Dziś mijało pięć lat, odkąd widziała Go po raz ostatni. Przez cały ten czas czekała, ale na darmo. Nie pojawił się. A ona wychodziła za mąż za innego.

W końcu nadeszła kolei na przysięgę małżeńską. Za chwilę nie będzie już odwrotu.

- Ja Izabela, biorę sobie ciebie Igorze za…

- NIE!!! – przerwał jej krzyk.

Głowy wszystkich obecnych zwróciły się w stronę wejścia, gdzie pojawił się wysoki szatyn.

Podczas, gdy inni zastanawiali się kim jest nowoprzybyły, Iza rozpoznała go od razu.

- Dawid… - wyszeptała cichutko.

Nie była zdolna do jakiegokolwiek ruchu, słowa… Straciła kontrolę nad swoim ciałem… Serce jej biło jak oszalałe. Już dawno nie reagowało tak emocjonalnie.

Przed oczami zaczynały jej przelatywać wspólnie spędzone chwile…

~*~  ~*~  ~*~

Razem z przyjaciółką wracały ze szkoły. Rodziców Izy nie było w domu, więc jak zawsze w takich sytuacjach szły do Olki. Rodziców przyjaciółki Iza traktowała prawie jak swoich. I nic dziwnego, bo obie dziewczyny spędzały ze sobą naprawdę dużo czasu.

- Cześć dziewczynki. Jak było w szkole? Ja wam poszła klasówka? – przywitała je mama Oli – Umyjcie ręce i siadajcie do stołu, zaraz podam obiad. Aha, Olu przyjechał Dawid.

- Jaki Dawid? – zdziwiła się Ola.

- No jak to jaki, co ty Olka kuzyna nie pamiętasz? – spytał wysoki i szczupły szatyn pojawiając się w kuchni.

- Dawid? O matko kochana, jak ja za tobą tęskniłam – Ola rzuciła się mu na szyję.

Iza przypatrywała się temu z boku. Nie znała go, a przynajmniej nie osobiście. Ola dużo jej bowiem opowiadała o kuzynie.

- Ale ze mnie gapa – Ola pacnęła się w czoło – Poznajcie się. Iza to Dawid mój kochany kuzyn, Dawid to Iza moja najlepsza przyjaciółka.

- Cześć – podali sobie ręce.

Gdy tylko Iza dotknęła dłoni chłopaka poczuła, jak jej serce przyspiesza, a w brzuchu pojawia się stado motyli. Bardzo rozbrykanych motyli. A kiedy spojrzała w jego oczy, po prostu utonęła. Tak intensywnie brązowych oczu jeszcze nie widziała.

I chociaż miała dopiero piętnaście lat wiedziała, że tego uczucia nigdy nie zapomni…

~*~  ~*~  ~*~

Od tamtego dnia widywali się dość często. Dawid postanowił spędzić całe swoje wakacje u Olki w domu, więc ilekroć Iza odwiedzała przyjaciółkę, on też tam był.

A potem i dziewczyny zaczęły wakacje. Wspólne wyjazdy nad jezioro czy wycieczki rowerowe sprawiały, , że widywali się jeszcze częściej. I nie odczuwali różnicy wieku, choć pięć lat to wcale nie tak mało. We trójkę świetnie się dogadywali i wspólne towarzystwo bardzo im odpowiadało.

- Cześć Iza – przywitał ją chłopak, gdy któregoś dnia zjawiła się pod blokiem przyjaciółki.

- Cześć Dawid – odpowiedziała – A gdzie Olka? – zdziwiła się, gdy jej nie zobaczyła.

- To ja ci już nie wystarczam? – prychnął, po czym wybuchł śmiechem – Niestety dziś musi ci wystarczyć moje towarzystwo. Olka nie najlepiej się czuje.

- A co się stało? – zaniepokoiła się stanem przyjaciółki Iza.

- Dokładnie nie wiem. Kiedy rano wszedłem do jej pokoju, nawrzeszczała na mnie, potem mówiła coś o kobiecych dolegliwościach, a na koniec wyrzuciła mnie za drzwi – wyjaśnił – Rozumiesz coś z tego?

- Jasne – roześmiała się – To jedziemy?

Przytaknął ruchem głowy, po czym wsiadł na rower i ruszył za nią.

Na miejsce dotarli niedługo potem. Zatrzymali się daleko od miejskiej plaży jeziora. Żadne z nich nie lubiło tłoku. Dużo bardziej woleli spokojne miejsca, gdzie jeszcze nie dotarła cywilizacja. A ta zatoczka właśnie nim była. Odkryli ją podczas jednej z takich wycieczek i od tamtej pory bywali tam bardzo często.

Czas spędzali wesoło, praktycznie nie wychodząc z wody. Ale głód w końcu wygonił ich na brzeg. Jednak idąc tam ciągle się śmiali, w wyniku czego Iza straciła równowagę i gdyby nie Dawid, jak nic runęłaby na piasek. Odwróciła głowę, żeby mu podziękować i w tym momencie ich twarze znalazły się dosłownie milimetry od siebie. Prawie się stykali. Cały świat momentalnie przestał istnieć, nie liczyło się nic poza nimi samymi. A oni widzieli tylko siebie. Byli jak zahipnotyzowani. Wydawało się, że ich twarze są blisko siebie, ale jakaś niewidzialna siła kazała im tą minimalną odległość jeszcze zmniejszyć. Stykali się już ustami, gdy dobiegł ich krzyk.

- CZOŁEM DZIECIAKI!

Z prędkością szybszą niż prędkość światła Iza i Dawid odskoczyli od siebie i spojrzeli w tamtą stronę. A tam jak gdyby nigdy nic Olka wiązała swój rower do ich.

- Pewnie macie takie głupie miny, bo zastanawiacie się, co tu robię? – spytała, lecz wcale nie czekała na odpowiedź i mówiła dalej – Mam wpakowała we mnie tonę tabletek przeciwbólowych i w końcu powróciłam do życia. A ponieważ w domu nie miałam nic specjalnego do roboty, to wsiadłam na rower i przyjechałam do was. Cieszycie się?

Ci jednak jej nie odpowiedzieli. Każde z nich pogrążone było w swoich myślach. Zastanawiali się, co by się stało, gdyby Olka nie nadjechała. Czy faktycznie w końcu doszłoby do pocałunku? A jednocześnie każde z nich bało się, co o nim pomyśli ta druga osoba. Przecież nie wiedzieli, co nawzajem czują…

Tego wieczora Iza długo nie mogła zasnąć. Ciągle do jej głowy powracały obrazy tego, co o mały włos nie wydarzyło się nad jeziorem. Zupełnie nie wiedziała, jak miała zareagować… Przez cały czas traktowała Dawida jak przyjaciela, a tu nagle wyskakuje z czymś takim. A może to wcale nie jest tylko przyjaźń? Podpowiedział jej cichy głosik w głowie. Może to coś więcej? Dziewczyna już sama nie wiedziała, co o tym myśleć. I nawet nie podejrzewała, że parę bloków dalej pewien brązowooki chłopak myśli dokładnie o tym samym i te same wątpliwości nim targają.

~*~  ~*~  ~*~

Kolejne dni przynosiły kolejne spotkania. Ale to już nie było to samo, co wcześniej. Między Izą a Dawidem narastało pewnego rodzaju napięcie. Już nie czuli tej beztroski, co wcześniej. Oboje wiedzieli, że tamte czasy minęły. Bali się tego, co może przynieść jutro. Bali, a jednocześnie odczuwali podniecenie na myśl o tym. I zniecierpliwienie. Ale teraz już za każdym razem towarzyszyła im Olka. Już nie byli sam na sam.

- Iza, ja tak dłużej nie mogę – powiedział tydzień później Dawid, podchodząc do dziewczyny i jednocześnie całkowicie ignorując zaskoczoną kuzynkę.

Nie powiedział nic więcej. Delikatnym ruchem dłoni podniósł jej podbródek do góry, a potem ją pocałował. Miał gdzieś cały świat. Nie liczyło się dla niego, co pomyślą ludzie, czy Olka. Ostatnie kilka nocy spędził na rozmyślaniach i z każdą kolejną nieprzespaną godziną utwierdzał się w przekonaniu, że pokochał. Nie wiedział czemu, ale jednak. Nawet się nie zorientował, kiedy ta niepozorna rudowłosa osóbka stała się centrum świata. Jego świata.

Iza nie wiedziała, co myśleć, ani robić. Zaskoczył ją. Chociaż to mało powiedziane. Była w szoku? To też spore niedomówienie. Gdyby nie fakt, że czuła usta chłopaka na swoich, pomyślałaby, że śni. Po raz kolejny o nim. Ale to nie był sen. To była rzeczywistość. Piękna rzeczywistość.

- Kocham cię – wyszeptał Dawid chwilę później opierając twarz na jej czole – Kocham cię Iza – powtórzył głośniej.

- Ja ciebie też Dawid, ja ciebie też – odpowiedziała uśmiechnięta.

Od tamtej pory byli niemal nierozłączni. I szczęśliwi. Tak szczęśliwi, jak potrafią tylko zakochani. Świat widzieli w różowych okularach, wszystko wokół było piękne. Nawet dźwięk młota pneumatycznego na ulicy, czy długa kolejka w sklepie. Nikt ani nic nie było w stanie zepsuć ich szczęścia.

~*~  ~*~  ~*~

- Ale ci dobrze kochanie – zaczęła któregoś dnia rozmowę Iza – Ja już skończyłam wakacje, a ty masz przed sobą jeszcze miesiąc lenistwa…

- Spokojnie, ciebie też to kiedyś czeka – odpowiedział uśmiechnięty, choć dało się zauważyć, że ten uśmiech jest jakiś wymuszony.

- Co się dzieje? – spytała rudowłosa też to widząc.

- Nic kotku – zbył ją.

- Nie kłam. Przecież widzę, że coś cię gryzie…

Dawid głęboko westchnął, a zaraz potem zaczął mówić.

- Wczoraj zadzwonili do mnie z uczelni. Dostałem stypendium naukowe.

- To wspaniała nowina – ucieszyła się Iza.

- Masz rację. Tylko jest jeden mały problem. To stypendium jest w Yale. Pięcioletnie.

Dziewczyna nie odpowiedziała. Nie wiedziała co. To był dla nie szok.

- Izuń, powiedz coś…

- Jestem w szoku. To dla ciebie ogromna szansa. Z tego, co się orientuję, to jedna z najlepszych uczelni na świecie. Nawet nie wiesz, ile osób chciałoby być na twoim miejscu…

- Wiem. Ale to pięć lat… A wyjazd już za trzy tygodnie…

- Damy radę. Żyjemy w dobie Internetu, kontakt, nawet przez ocean, nie jest teraz żadnym problemem. Jesteśmy młodzi i zdążymy jeszcze ułożyć sobie życie, na wszystko przyjdzie czas. A taka szansa może się już nie powtórzyć. Poza tym są wakacje i święta… Wytrzymamy – tłumaczyła mu, a jednocześnie starała się przekonać sama siebie.

Nie chciała, żeby jechał, ale nie mogła mu tego powiedzieć. Nie chciała, żeby dla niej rezygnował z takiej szansy. Musiał ją wykorzystać. Kochała go nad życie i najchętniej by się z nim nie rozstawała, ale wiedziała, że to teraz nie jest ważne. W końcu się kochają. A miłość przezwycięży wszystko.

~*~  ~*~  ~*~

Pojechał. Jeszcze długo go przekonywała, ale razem z Olką dały radę. Żegnali się długo i obiecywali sobie, że cały czas będą w kontakcie. A kiedy nadarzy się taka okazja, spotkają się. I że za pięć lat wróci.


~*~  ~*~  ~*~

Mijały tygodnie. Iza i Dawid kontaktowali się często. Nie mogli sobie pozwolić na długie rozmowy telefoniczne, ale zamiast tego zasypywali się kolejnymi mailami. Ale pewnego dnia kontakt się urwał. Całkowicie. Przestał odpisywać. Iza nie wiedziała, co się dzieje. Przecież sobie obiecywali…

Z każdą kolejną godziną bez wiadomości od niego dziewczyna pogrążała się w coraz większym smutku. Ani rodzice, ani Olka, ani nikt inny nie potrafił sprawić, by się uśmiechnęła. Zamknęła się w swoim świecie i nikogo do niego nie wpuszczała.

A czas mijał. Stopniowo Iza nauczyła się żyć bez Dawida. Nie potrafiła o nim zapomnieć, ale zaczęła żyć. A nie tylko wegetować. Skończyła gimnazjum, potem liceum, zdała maturę, dostała się na wymarzone studia… Ktoś z zewnątrz mógłby pomyśleć, że nic się nie stało, że jest taka, jak inni. Ale to była tylko iluzja.

Na początku liceum poznała kogoś. Chłopaka. Nie chciała, ale on okazał się uparty. I udało mu się wejść do jej świata. Był dla niej przyjacielem, pomocną dłonią. Nie opowiadała mu o Nim, a on nie pytał. Po prostu był. Po jakimś czasie wszyscy zaczęli w nich widzieć parę. Nie zaprzeczali. On, bo ją kochał. Ona, bo nie było sensu, ludzie i tak wiedzieli swoje. I tak trwali.

Na pierwszym roku studiów poprosił ją o rękę. Ich matki szalały z radości. Oczywiście się zgodziła. Lubiła go i na swój sposób kochała. A skoro nie mogła spędzić życia z Dawidem, to wybrała Igora.

Ślub zbliżał się wielkimi krokami, ale ona wciąż nie traciła nadziei. I chociaż ta gasła w niej z dnia na dzień, wciąż jednak była. Nawet, gdy stała przed ołtarzem z Igorem. I chociaż minęło równe pięć lat od kiedy widziała go po raz ostatni, wciąż wierzyła, że wróci.

I wrócił.

~*~  ~*~  ~*~

- Proszę Izuń, nie rób tego…- powiedział.

Z jej oczu popłynęły łzy. To naprawdę był on! Tylko on tak do niej mówił. Spojrzała na zdezorientowanego Igora.

- Przepraszam… - wyszeptała jedynie i zaczęła biec w stronę wyjścia z kościoła.

W połowie drogi dołączył do niej Dawid. Trzymając się za ręce wybiegli na zalany zachodzącym słońcem plac, gdzie stał jego samochód.

Z ich twarzy nie schodził uśmiech. Nie myśleli o tym, co było. Nie zastanawiali się, jak to będzie. Żyli teraźniejszością. Liczyło się tu i teraz. A teraz byli Oni.

Szczęśliwi.